Dziś czas na studenckie wspomnienia, lata nie tak odległe ale powoli zapadające się w otchłani pamięci. A szkoda, to były najpiękniejsze lata mojego życia. Najpiękniejsze dzięki temu, że mogłem zrobić coś dla innych, że zaraziłem się pasją wolontariatu, pracy dla innych. W tym miejscu dziękuję przede wszystkim Sylwii D. za zarażenie nie tą piękną chorobą. Niestety na razie objawy tej choroby u mnie trochę złagodniały, musze coś z tym zrobić. W tym miejscu wspomnę o projekcie „Odzyskani dla życia” który wraz ze wspaniałą grupą animatorów realizowaliśmy w Marwałdzie, małej wiosce, której niektórzy mieszkańcy mieli za sobą wiele trudnych chwil. Pracowaliśmy tam z dziećmi w małej szkole. Tamte dni wspominam bardzo dobrze. Po zakończeniu projektu podzieliłem się refleksjami na lamach gazetki. Bardzo lubię ten artykuł, choć komuś kto nie był z nami w Marwałdzie trudno będzie go zrozumieć. Mimo wszystko wrzucam… Pozdrawiam animatorów!
ZADUMA
Z czym kojarzy mi się Marwałd? Próbuję odpowiedzieć sobie na to pytanie cofając się do własnej świadomości sprzed kilku tygodni. Zamykam oczy i wchodzę do mojego prywatnego wehikułu czasu. Krótka chwila oczekiwania i już jestem tam gdzie chcę. Odwiedzam kolejne dni mojego życia i prowadzę dialog z samym sobą.
25.02.2005 r., Olsztyn, pracownia malarska w Teatrze Jaracza. Stoję przy stole modelując maskę na plastikowym manekinie.
- Marwałd? A jakaś tam pewnie niewielka wioska na końcu świata. Podobna pewnie do tej w której mieszkam. Ludzie pewnie są tam jednak bardziej ponurzy. – rzucam mimochodem i wracam do pracy, którą przerwałem.
09.03.2005 r., Bałdy. Siedzę przy kominku grzejąc sobie stopy.
- Marwałd? – powtarzam w zamyśleniu – To na pewno miejsce, które potrzebuje młodych ludzi z pasją, porządnego kopniaka od życia pozwalającego wpaść w wir XXI wieku. Tak, spodziewam się miejsca w którym stanowczo trzeba coś zmienić.
14.04.2005 r., autobus pędzący wąską drogą gdzieś za Olsztynkiem, siedzę zapatrzony na wiosenne krajobrazy i mówię na chwilę wyrwany z zadumy.
– Dziś dla mnie Marwałd to coś zupełnie abstrakcyjnego, coś co budzi moją ciekawość, ale jednocześnie sprawia, że czuję się niepewny tego co mnie tam czeka. To dziwne, jestem bliżej tego miejsca niż kiedykolwiek w życiu, ale nie potrafię nawet sobie go wyobrazić.
19.04.2005 r., Olsztyn, Ds. 11, wygodne łóżko pod numerem 905. Nie mogę zasnąć, wspominam to co mnie ostatnio spotkało, rozważam emocje, które przeżyłem i próbuję uporządkować wrażenia. Po krótkim zastanowieniu mam już gotową odpowiedź.
- A więc dziś Marwałd to dla mnie: zakurzone szkolne podwórko, spora grupa dzieci pełna zapału i zaufania dla zupełnie obcych ludzi, palce poparzone od gorącego kleju, wygodny śpiwór w sali komputerowej gdzieś między Moniką a Magdą, smaczne jak nigdy przedtem kanapki z pasztetem, uśmiechy towarzyszące mi na każdym kroku, gardło bolące od głośnego liczenia obrotów skakanki, smak pieczonego ziemniaka ze zbyt dużą zawartością węgla, dzieci chciwie zajadające kiełbaski przy ognisku, ciepły pożegnalny całus od Gosi, błyskawice gdzieś na horyzoncie, krople pierwszej wiosennej burzy podające na moją twarz, a przy tym brak zmęczenia, zadowolenie z siebie i innych, nadzieja na to, że to miejsce nie będzie już takie szare jakie było przed naszym przyjazdem.
środa, 21 stycznia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz