Może to śmieszne ale spisałem kiedyś testament. Taki poetycki testament czyli coś w rodzaju wiersza o takowym tytule. Fajnie się go czyta po tylu latach, cieszę się, że gdzieś tkwi w głębi tej szuflady…a więc wielkiego wietrzenia szuflad ciąg dalszy…
Testament
Wyciągnij z szuflady starą fotografię,
Odkurz książki na półce,
A gdy zechcesz to poszukaj listów,
Na pewno gdzieś tam leżą,
Lecz kiedy spojrzysz przez okno, nie płacz,
Wystarczy mi, że ziemia płacze.
Proszę, uporządkuj moje sprawy,
Nakarm kota, przepchaj zlew,
Z wielkiej szafy wyjmij parasol,
To nic, że dziurawy,
Weź go, przecież pada.
A kiedy wyjdziesz na ulicę, nie myśl o mnie,
Popatrz, jakie piękne są malwy pod oknem.
Idź prosto, nie spiesz się,
Przywitaj się ze staruszką,
To ona pomogła mi kiedyś w kłopotach.
Zatrzymaj się na przystanku,
Tak, to tutaj czekałem na autobus…do nikąd.
Tylko nie żałuj mnie, zanuć wesołą piosenkę,
Tę o wschodzie słońca.
Kiedy przekroczysz bramę cmentarza,
Pochyl głowę, pomódl się cicho.
Westchnij głęboko i nie płacz,
Łzy nic mi nie pomogą.
Połóż na grobie jedną białą różę.
środa, 21 stycznia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Interesujący męski dający do myślenia blog brawo :)
OdpowiedzUsuń