wtorek, 13 stycznia 2009

Książki mojego życia. "Ono" Doroty Terakowskiej


Ono słucha...
„Policja w Białostockiem aresztowała zorganizowaną grupę nieletnich przestępców, którzy włamywali się do sklepów, napadali na starsze kobiety i mężczyzn, kradli samochody. (…) Bezrobocie w Człuchowie w województwie pomorskim, przekroczyło już trzydzieści siedem procent…”
…a Ono słucha…
„(...) samolot wbija się w jedną ze ścian drapacza chmur. Unosi się dym, kłęby kurzu
i buchają płomienie ognia. (…) Drugi samolot znów uderza w drugą wieżę. Pierwsza wieża zapada się i znika w kłębach kurzu i dymie, zasłaniając spanikowane twarze
i krzyczą przekonująco: Jezus Christ… My God…”
…a Ono słucha…
Może lepiej by było gdyby nie słuchało?
Czy nowe życie ma szanse odnaleźć się w dzisiejszym świecie? Takie pytania z całą pewnością zaprzątały myśli niejednego czytelnika książki Doroty Terakowskiej pt. „Ono”. Czy jednak taki był zamysł autorki? Czy do takiej refleksji miała pobudzić lektura? Czy tak wygląda jej przesłanie? Moi znajomi po przeczytaniu tej książki na pytania te odpowiadali krótkim – tak. Zastanawiam się więc, czy tylko ja myślę o niej, jako przepojonej pięknem i uczącej wrażliwości na otaczający nas świat. Czy jestem odosobniony w pozytywnych odczuciach, jakie mam po jej lekturze?

Z całą pewnością dawno nie miałem w ręku bardziej realistycznej książki, tak prawdziwie ukazującej losy bohaterów, że ma się wrażenie uczestniczenia w biegu wydarzeń. Niejednokrotnie podczas jej czytania miałem odczucie, że wraz
z bohaterami siedzę w nieco zagubionym czasowo salonie, w którym zderzają się dwa światy – jeden sztuczny – telewizyjny, przykryty warstwą kurzu i bibelotów, gdzie bogiem jest teleodbiornik, a drugi prawdziwy, ale już na wpół martwy – świat
w którym rozbrzmiewa fortepianowa muzyka. Czyż to nie piękne? Tak prawdziwe, że aż piękne. Uważam, że ukazanie obrazu świata, gdzie zawsze świeci słońce, wszyscy się uśmiechają i wszystko jest niby-piękne nie jest niczym trudnym. Każdy z nas nosi w sobie taki świat. Dlatego właśnie podziwiam Dorotę Terakowską za to, że życie
człowieka ze wszystkimi jego chorobami – przestępczością, monotonią życia rodzinnego, tandetą reality show i teleturniejowymi marzeniami bohaterów.
Jednym z moich ulubionych fragmentów książki jest podjęty w jednym
z rozdziałów wątek powszednich rozmów ludzi. Autorka z całą brutalnością przytacza wypowiedzi, z którymi stykamy się na każdym kroku:
„(…) - Zajebiście!
- Debeściak…
- I ja mu tak, a wiesz, co on na to?
- Fak ju…
- Obiad!
- A co jest?
- Kurwa, znowu makaron…”
To, że z takim prostym, czasem bezwzględnym światem, w którym ludzie tak do siebie mówią, spotykamy się na co dzień wie każdy z nas, ale przelanie tego wszystkiego na karty książki, z zadziwiającym wręcz realizmem, wymaga nie lada umiejętności. I po części właśnie w tym, według mnie przejawia się piękno.
To co jest rzeczywiste, jest piękne, bo przecież świat jest piękny.

Zawsze twierdziłem, że piękno tkwi w szczególe. Dlatego byłam zachwycony, kiedy podczas lektury książki „Ono”, napotykałem na małe epizody, drobne zdarzenia, które bohaterka zauważa w swoim życiu po tym, jak zachodzi w ciążę. To właśnie ten stan otwiera prostej dziewczynie oczy na rzeczy, które spotykała na co dzień, ale nie zwracała na nie najmniejszej uwagi. Razem z nią zachwycałam się ogromnym drzewem rosnącym na podwórzu jednej z kamienic, mając nadzieję, że kiedy wypuści liście okaże się kasztanowcem. Kasztany są przecież takie piękne – „na zewnątrz twarde i kłujące, żeby byle kto nie mógł zrobić krzywdy, a w środku lśniące, gładkie i niewinne.” Pochylałam się też nad biedronką, którą Ewa jakimś dziwnym trafem znajduje w środku zimy na trawie, zanosi do ciepłego pomieszczenia, by położyć ją na kwiatku w doniczce. Chodzę po lesie i przyglądam się jak „(…) korony drzew łączą się w górze i obejmują z czułością, tworząc szczelny baldachim, pod którym rozkłada
się cień. (…) Pająki rozsnuwają cienkie lub grubsze sieci, a bluszcze i powoje zszywają drzewa w jedną materię.” Jakie to piękne, że razem z bohaterką wsłuchuję się odgłosy miasta - stukanie butów na chodniku, klaksony samochodów, czy głosy ludzi. Jakie to piękne, że mogę wraz z nią rozpoznać w nich muzykę. Dzięki książce poznaję na nowo uroki muzyki klasycznej, którą przepojone jest piętro domu Ewy, potrafię nawet wyobrazić sobie fauny tańczące na zielonej łące.
Jakie to piękne!

Dorota Terakowska posiada umiejętność ukazywania losów bohaterów różnych pokoleń. Tę zdolność wykorzystała właśnie w książce „Ono”. Ktoś, kto orientuje się tylko pobieżnie w jej treści, jest przekonany, o tym, że ukazuje ona jedynie losy młodej, uwikłanej w życiowe problemy Ewy. Nie ma w tym jednak dużo prawdy. Otóż fenomen książki polega także na tym, że przedstawia ona losy rodziny nie tylko w czasie teraźniejszym. Poznajemy trzy zupełnie różne pokolenia, przenosząc się
w różne okresy historyczno - społeczne. Autorka tak niepostrzeżenie dokonuje retrospekcji, że w niektórych momentach ma się wrażenie istnienia kilku czasów w jednym. Uczucie, jakie ma się podczas czytania takiego fragmentu jest niesamowite. Takie „zagmatwanie” czasowe otworzyło mi oczy na wiele spraw. Uświadomiło mi przede wszystkim, że ludzie zawsze są identyczni, borykają się z podobnymi problemami, kochają tak samo, a epoki, w jakich żyją warunkują tylko niektóre ich zachowania, związane jedynie z czysto przyziemnymi sprawami. W tym właśnie tkwi piękno człowieka, które pomogła mi sobie uświadomić właśnie Dorota Terakowska, dzięki z jednej strony wymyślnej, z drugiej zaś jakże prostej konstrukcji czasowej.
Czyż to nie piękne?

Świat, nasze życie, wszystko co nas otacza jest godne uwagi, tylko my czasem tego nie dostrzegamy. Kiedy pędzimy do pracy, na uczelnię, do dyskoteki mijamy piękne miejsca, spotykamy ciekawych ludzi, słyszymy wyjątkowe dźwięki, ale nie wzbudza to naszego zainteresowania. Widzimy tylko negatywne rzeczy – spóźniający się autobus, rozlane mleko, czy kolejkę do dziekanatu. Taki mamy sposób patrzenia na
rzeczywistość. Czy można coś zrobić, aby to się zmieniło? Czy możliwe jest abyśmy idąc przejściem dla pieszych policzyli ile ma pasów i zachwycili się ich bielą na tle czarnego asfaltu? Czy zdołamy ujrzeć na miejskim trawniku małą zwiędłą stokrotkę
i uśmiechnąć się do niej, gdyż jest piękna?
Ewa – bohaterka książki „Ono”, dopiero po zajściu w ciążę zaczęła zwracać uwagę na takie małe, ale jakże wspaniałe szczegóły. Mi wystarczyło, że przeżyłem
z nią tych kilka literackich miesięcy, mieszczących się w jednym realnym dniu, w którym przeczytałem książkę. Z całą pewnością istnieją rzeczy, które wyostrzą zmysły współczesnych ludzi i zmienią ich sposób patrzenia na świat. Nasze społeczeństwo
według mnie, bardzo potrzebuje lekcji estetyki, okularów, przez które wszystko widzi się w kolorach tęczy. Jak już wspomniałem, dla mnie właśnie taką lekcją było spotkanie z bohaterami książki, którą napisała jedna z największych polskich zwolenniczek piękna kryjącego się pod płaszczem codzienności – Dorota Terakowska. Szkoda tylko, że nie ma już jej wśród nas, gdyż mogłaby nas jeszcze wiele nauczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz